z pamiętnika matki. lubię naszą codzienność

Wydaje mi się, że macierzyństwo nie zrobiło z mojego mózgu papki. Nie mam silnej potrzeby opowiadać ludziom, zwłaszcza tym bezdzietnym, o moim synu, chyba że bardzo chcą o nim posłuchać. Nie spamuję ludzi zdjęciami Szczepana, chyba, że chcą zobaczyć. Staram się nie przeginać w żadną stronę, być fajną mamą, mieć łeb na karku i dobrze wykonywać swoje obowiązki względem dziecka. Kiedyś nie wyobrażałam sobie duetu ja + dziecko, wydawało mi się, że to nie może się dobrze skończyć. Moja wyobraźnia nie miała takiej skali, aby ją naciągnąć i móc to zobaczyć i dobrze, bo nie miałam żadnych oczekiwań. Dzisiaj uwielbiam zajmować się dzieckiem, uwielbiam spędzać z nim czas, uwielbiam się z nim bawić, uwielbiam obserwować jak się zmienia, uwielbiam patrzyć jak się śmieje, uśmiecha, krzyczy, piszczy.

No uwielbiam gościa za całokształt i jest kilka rzeczy, przed którymi nie potrafię się powstrzymać. I co z tego, że sprawiają mi one więcej przyjemności niż jemu, czy to wystarczający powód, abym przestała? Nie sądzę ;)

Obsesja na punkcie tych pulchnych policzków

Nie przypominam sobie, abym kiedyś podobne uczucia miała w stosunku do innych dzieci. Ale kiedy widzę TE poliki, idealnie okrąglutkie, różowiutkie pucusie, MUSZĘ je całować, tarmosić. Jestem nienormalna? Być może, ale nie zamierzam z tym uzależnieniem kończyć. Czy moje dziecko to lubi? A skąd! Ileż przy tym liści zgarniam, zrzuca mi okulary z nosa, próbuje ugryźć w nos, macha łepetyną na boki, a przy tym tak rozkosznie się krzywi. Czy mnie to zniechęca? A gdzie tam! Korzystam z każdej nadarzającej się okazji, póki nie jest w stanie dosadnie zaprotestować i powiedzieć mi “mamo weeeeeź, to obciach!”

Łaskotki

Oficjalnie, jestem uzależniona od śmiechu mojego syna! Nie wiedziałam, że takie małe dziecko może tak głośno się śmiać, jest to jedno z większych zaskoczeń. A że Szczepan łaskotki ma niemal na całym ciele, to bez litości to wykorzystuję i cieszę ucho tym słodkim, dziecięcym rechotaniem. Łaskotanie to też łączenie przyjemnego z pożytecznym, gdyż zawsze w ten sposób mogę odwrócić uwagę od marudzenia

Małe Stópki

Niemowlęce syrki, takie tycie, mikro paluszki, paznokcie wielkości niemalże ziarenka sezamu. Coś niesamowitego. I choć spociuchy mojego syna osiągnęły już zacną wielkość, to są to nadal jedyne stopy, które z pełną świadomością całuję każdego dnia. Ma na nich straszne łaskotki, chichra się w głos, próbując wyrwać mi je z rąk, kopiąc przy tym jak mały zawodnik mma, jeszcze się doigram i wyłapię kopa w głowę, no trudno oprzeć się nie mogę!

Mania poprawiania

Układam syna do spania, on sobie jeszcze szuka odpowiedniej pozycji, w której będzie mu najwygodniej oddać się w objęcia Morfeusza. Kiedy już taką znajdzie, wtedy do akcji wkraczam ja, bo przecież najlepiej wiem jak mu będzie wygodniej. Delikatnie go poprawiam, ale on nie daje za wygraną, wraca do wybranej przez siebie pozycji, no to od nowa trzeba go poprawić, bo przecież jest mu na pewno bardzo niewygodnie. Ale nie to jest największym problemem tylko fakt, że po tej walce dzidziuś budzi się zły! Ups… :)
Nawet zdjęcie główne – chodź, mamusia poprawi, bo napewno źle siedzisz i jest Ci niewygodnie – widzicie to?!

Śpiewać każdy może

Ale nie każdy powinien! Ja zdecydowanie należę do tej grupy, a tak się zarzekałam, że ja nigdy nie będę dziecku śpiewać. A teraz, dzień bez śpiewania to dzień stracony! A jakie piruety przy tym wykonujemy, np. dzisiaj lecieliśmy “cztery osiemnastki…” – na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że oglądałam powtórki Agenta na playerze i tam był fragment tego hitu, no jak wlazł mi do głowy to do teraz nie mogę się go pozbyć. No ale śpiewamy, tańczymy, hop do góry i dzwon z kuchennym, szklanym żyrandolem. No trochę nas poniosło…

Codzienne rozmowy

Dużo rozmawiamy ze sobą i świetnie się dogadujemy, poruszamy bardzo poważne tematy! Zawsze miałam talent do dogadywania się z ludźmi, którzy mówili innym, nieznanym mi językiem. Nie widziałam w tym problemu, ze Szczepanem jest podobnie – on nawija po swojemu, ja po swojemu. Mąż się ze mnie śmieje, kiedy mu o tym opowiadam, a ludzie w sklepie dziwnie patrzą. No co zrobić, nie każdy ma okazję prowadzić tak ciekawe dyskusje.

Uwielbiam ten nasz wspólnie spędzony czas, jest pod każdym względem wyjątkowy. Szczepan jest bardzo pogodnym dzieciaczkiem, taka uśmiechnięta gaduła – po mamusi :)

Zapraszam Cię do polubienia mojego profilu na Bloglovin oraz na Facebooku
Możesz mnie również obserwować na Instagramie

Udostępnij: