Ślub, moje doświadczenia, odczucia, przygotowania

Ach cóż to był za ślub, jaka cudna Panna Młoda, a On jaki przystojny! Tak było, prawie trzy tygodnie temu :)
Cztery miesiące przygotowań, dużo stresu, szczypta wydanego hajsu, kilka nieprzespanych nocy. I tak właśnie zostałam żoną.

Skąd pomysł?

Sam pomysł w rozmowach przewijał się już od dawna, ale byliśmy zbyt leniwi, aby zająć się tym tematem. Byliśmy świadomi, że jest to spore przedsięwzięcie i trzeba się zaangażować na 100%. Dodatkowo, kiedy słuchaliśmy innych, że trzeba na dwa lata wcześniej bukować terminy, sale, orkiestrę tudzież DJ’a, szyć suknię, planować, planować i jeszcze raz PLANOWAĆ. Od samego słuchania już nam się odechciewało. W konkubinacie było dobrze, nie potrzebowaliśmy papierka do szczęście, uważaliśmy, że to nic w naszym życiu nie zmieni, czyżby?

Kiedy tak sobie, w jeden ze styczniowych wieczorów, siedzieliśmy i rozmawialiśmy o ślubie, wspólnie uznaliśmy, że trzeba o tym komuś powiedzieć, bo nigdy się nie ohajtamy ;) Wybraliśmy ostatni weekend maja i tak się to wszystko zaczęło. Głosy były podzielone, że za szybko, że nie zdążymy wszystkiego załatwić – i moje ulubione – ale w maju nie ma literki R!

Ślub, moje doświadczenia, odczucia, przemyślenia

Od pomysłu do realizacji

Zaczęliśmy od rozglądania się za salą i odwiedzin u księdza w celu zgrania i zaklepania terminu. Po tygodniu mieliśmy już rezerwacje i mogliśmy poczynić kolejne kroki. Wszystko szło nam bardzo sprawnie, aż nie mogłam się tym nadziwić ile głupot piszą w internetach. Jedynie kupując suknię ślubną spotkałam się z powątpiewaniem, czy aby na pewno wyrobią się z szyciem w trzy miesiące… wyrobili się w dwa ;)

W pierwszej kolejności określiliśmy sobie budżety i staraliśmy się ich nie przekraczać. Udało się to bez trudny, gdyż dobrze zdefiniowaliśmy nasze potrzeby oraz koszty, które poniesiemy. Mając plan przed oczami trudniej jest popłynąć w organizacji takiego eventu. Skupiliśmy się na tym co my chcemy, a nie na tym co wypada, a co nie wypada. Nie wyobrażaliśmy sobie, że przez cały wieczór będziemy chodzić z kijem w tyłku i sztucznym uśmiechem. Miało być idealnie dla nas :)

Wszystkie punkty z listy udało nam się dobrze rozplanować w czasie, dzięki czemu uniknęliśmy niepotrzebnego stresu.

Nawet nauki przedmałżeńskie nie były takie straszne jakby mogło się wydawać. W naszym przypadku były to trzy spotkania po 30 minut. Niestety same nauki nie załatwiają sprawy, jest jeszcze poradnia małżeńska – trzy spotkania po godzinie i w tym przypadku ogromne poczucie zmarnowanego czasu…

Maj był bardzo intensywny, zaczęły się ostatnie przygotowania do ślubu, wystartowaliśmy pełną parą z remontem. Przez kilka tygodni mieliśmy w chacie plac budowy, cała nasza uwaga skupiona była na tym czy zdążymy przed ślubem, to dopiero adrenalina :P

Został tydzień… dopinanie wszystkiego na ostatni guzik, byłam nakręcona, bardzo szybko się złościłam, nie do końca czułam się sobą. Wybuchałam i za chwilę przepraszałam, nie ogarniałam co się do mnie mówi, myślami byłam daleko. No i te nocne koszmary, że o czymś zapomniałam :)

Dzień ślubu, do 15 nie wiem co się działo, a później? Z każdą minutą było coraz lepiej :)

ślub, moje doświadczenia, odczucia i przemyślenia

Moje, zupełnie subiektywne odczucia

Nasz związek trwa ponad 7 lat, cóż mogłoby nas bardziej związać niż kredyt – tak sobie myślałam. Niepotrzebne nam były dodatkowe papiery i inne formalności. Przecież było dobrze, dogadywaliśmy się, dotarliśmy, znaliśmy siebie doskonale, więc po co? Nie odczuwaliśmy presji otoczenia. Z perspektywy czasu myślę, że to wpłynęło korzystnie, dojrzeliśmy do tego, to była bardzo świadoma decyzja i nikt trzeci nie maczał w tym paluchów. Fajnie było obserwować te wszystkie zaskoczone miny, nikt się nie spodziewał, wszyscy byli pogodzeni ze związkiem na kocią łapę. A następnie, żeby siary nie było, musieliśmy zająć się organizacją, zupełnie na poważnie. Wiele fajnych chwil doświadczyliśmy w trakcie tego czasu, nie starczyłoby mi dnia, aby wszystko opisać. Czasem sobie myślę, że żyłam w jakimś średniowiecznym przeświadczeniu dotyczącym śubu i całej tej otoczki, która mu towarzyszy. Cieszę się z tego pozytywnego rozczarowania.

Czy zaszły w moim, naszym życiu jakieś spektakularne zmiany? Chyba jeszcze za wcześnie, aby wyrokować, minęły zaledwie 3 tygodnie. Jednak czuję, że coś się zmieniło, mentalnie na lepsze, czuję się jak na ślubnym haju. Dostałam mega pozytywnego powera do życia, do działania. Chce mi się dużo i o wiele więcej wszystkiego, dotykać, smakować. Otworzyłam w sobie kolejne drzwi, które wcale nie są takie straszne jak mi się wydawało. To kolejna płaszczyzna, która pozwoliła mi na lepsze poznanie siebie, a przede wszystkim mojego J. Czadowe chwile za nami i ogromnie ciekawią mnie te, które są przed nami. Nie obawiam się stagnacji małżeńskiej, spowszednienia, spędzenia całego życia z jedną osobą, zaniedbania siebie. Małżeństwo… idealny argument na niepowodzenie, typowe szablonowe myślenie. Kurcze wszystko zależy od nas, małżeństwo nie jest granicą starania się. Trzeba to robić zawsze, dla siebie, dla drugiej osoby, przez całe życie. To nie małżeństwo jest winne temu, że dałeś dupy w związku. Ja nie zamierzam powielać tych schematów, póki co jestem na haju małżeńskim i jest wspaniale. Polecam wszystkim, serio! Tu nie chodzi o papier czy jakąś tam formalność, tu chodzi o coś więcej, a zresztą co ja tu będę gadać, ludzie hajtajcie się, jest super! :)

ślub, moje doświadczenia, odczucia i przygotowania

Jak planować i nie zwariować

  1. Zacznij od tego jak duże chcesz weselicho, czy ma być jak w koglu moglu – kameralnie 150 osób ;) czy te chwile chcecie celebrować w gronie tylko najbliższej rodziny?
  2. Określ sobie budżet, a realizując plan trzymaj się swoich prognoz. Planuj zawsze z górką
  3. Na pierwszym miejscu stawiaj wasze potrzeby
  4. Nie pozwólcie innym decydować za Was, to Wasz dzień, Wasze święto i to Wy jesteście najważniejsi
  5. Wybierając kwiaty warto zastanowić się nad sezonowymi, zawsze to mniejszy koszt
  6. Jeżeli macie złoto w postaci pierścionka, łańcuszka, sygnetu, wykorzystajcie je i stwórzcie wymarzone obrączki
  7. Pamiętaj o butach na zmianę
  8. Świadkowie Waszym największym wsparciem, nie wszystko musi być na Waszej głowie, a nawet nie powinno
  9. Kto powiedział, że na własnym weselu nie możesz się napić wódki czy wina? Świętuj ze wszystkimi
  10. Nie lubisz oczepin? Piona! U nas były ograniczone do kilku zabaw, w dobrym guście
  11. Suknia z kołem zbawienie w upalne dni, nic Ci się do nóg nie będzie kleić
  12. Dj’a, orkiestrę czy fotografa bierz z polecenia
  13. Fryzura próbna nigdy nie zostanie powtórzona, więc jeżeli ufasz swojej fryzjerce to możesz sobie odpuścić
  14. Pamiętaj o jakimś bolerku, pogoda lubi zaskoczyć, chociaż emocje rozgrzewają ;)

Tak moi Drodzy, bardzo się starałam, ale nie wyszło, nie wytrzymałam i chichrałam się na przysiędze ;)

ślub, moje doświadczenia, odczucia i przygotowania

ślub, moje doświadczenia, odczucia i przygotowania

ślub, moje doświadczenia, odczucia i przygotowania

ślub, moje doświadczenia, odczucia i przemyślenia

ślub, moje doświadczenia, odczucia i przygotowania

ślub, moje doświadczenia, odczucia i przygotowania

 

Zapraszam Cię do polubienia mojego profilu na Bloglovin oraz na Facebooku
Możesz mnie również obserwować na Instagramie

Udostępnij: