podsumowanie roku 2016

Jeżu, co to był za rok! Ile dobra się w nim wydarzyło, a ile pierwszych razów dane mi było doświadczyć. Myślałam, że rok 2015 był wyjątkowy, że nic go już nie przebije, a ja polubiłam swoje życie jeszcze bardziej. Od kilku dni robię rachunek sumienia i chyba pierwszy raz mogę powiedzieć, że czuję dumę. A musisz wiedzieć, że nie jestem bezkrytyczna w stosunku do siebie, nieczęsto mam okazję tak szczerze siebie pochwalić.

Co tu dużo pisać, to był naprawdę dobry rok, jestem ogromnie wdzięczna, że mogłam go przeżyć właśnie w ten sposób. Wiem, zalatuje patosem na kilometr, ale nic nie poradzę.

Byłam w ciąży, a nawet urodziłam

Nie ma co ukrywać, to najważniejsze wydarzenie roku 2016. Ciąża to ciekawe doświadczenie, burza hormonów, której nie odczuwałam w zasadzie do ostatniego miesiąca. Nie do końca wiem jak to mogę nazwać i czy w ogóle jest na to właściwe określenie. Jedno jest pewne, nigdy w życiu nie uśmiałam się tyle, co przez te 9 miesięcy ciąży i nigdy nie ryczałam tyle co w ostatnim miesiącu. Pierwszy raz czułam się rozgrzeszona zalegając na sofie w salonie.
Nie do końca wiedziałam, jak bardzo zmieni się nasze życie, kiedy dołączy do nas Szczepan. Chłonęłam wszystko czego dane mi było doświadczyć, to są chwile nie do odtworzenia więc zyskują na wartości

Pierwszy raz

  • zostałam mamą, nawet nie przypuszczałam, że to mnie tak bardzo wciągnie i już nie pozwoli tak samo spojrzeć na życie, jak przedtem
  • zakochałam się, nigdy nawet przez chwilę nie pomyślałam, że można tak bardzo kochać, tak inaczej niż do tej pory
  • przewijałam pieluchę z kupą, taaa… ;)
  • obchodziłam dzień mamy, a nawet dostałam mały drobiazg!
  • spędziliśmy święta we trójkę, były wyjątkowe, a ja bardziej cieszyłam się prezentami Szczepana niż swoimi. Co prawda jest jeszcze za mały, aby ogarnąć co się działo, jednak muszę przyznać, że wylazł z niego mały imprezowicz. W wigilię szalał do 23:00 i tak się rozochocił, że po dwugodzinnej drzemce regeneracyjnej jeszcze pół nocy wariował. Szkoda, że tylko on był w imprezowym nastroju ;)

Zdążyłam przytyć 20 kilogramów i tyle samo schudnąć

To dopiero challenge! ;) Pamiętam ostatni miesiąc, kiedy wchodzenie po schodach kończyło się zadyszką, a spacer znienawidzoną aktywnością. Hipopotam przy mnie miał więcej gracji w poruszaniu się, nie ma co ukrywać toczyłam się jak śnieżna kula lecz nadal uważam, że byłam rozkosznie pokraczna :D

Przyspieszony kurs wychowywania dziecka

Ten kurs trwa nadal i szybko się nie skończy. Na starcie było ciężko, nigdy nie miałam styczności z tak małymi dziećmi. A w tym wszystkim chodzi o to, aby się dobrze poznać, bo wtedy taka nauka staje się przyjemnością, a ja czuję ogromną satysfakcję z dobrze wykonanej pracy. Myślę, że znaleźliśmy wspólny język i całkiem nieźle się dogadujemy

Nauka cierpliwości

Musisz wiedzieć żem wyjątkowo niecierpliwe stworzenie. Robię coś i oczekuję efektów teraz, natychmiast. Ku mojej rozpaczy, przy niemowlęciu to nie działa… A co gorsze, nie wypada dać upust swojej złości przy nim, no nie? Nie miałam wyboru i w kilka miesięcy stałam się oazą spokoju, która przekłada się na inne sfery życia niż macierzyństwo i to jest mój osobisty sukces, do którego poprowadził mnie mój syn

Work-life balance

Odkąd zdecydowałam się na drogę freelancera bardzo dbałam o rozgraniczenie życia prywatnego od pracy, chociaż nie ukrywam, że taki charakter pracy często zaciera te granice. Jednak konsekwentnie pracę zostawiałam za drzwiami mojego domowego biura. Należę do tej, chyba nielicznej, grupy matek, które po porodzie zdecydowały się nie przerywać pracy. Ograniczyłam, ale nie porzuciłam. Potrzebowałam jej jak tlenu, odpoczywałam w niej, jednak nie wyglądało to tak jak do tej pory. Bo kto powiedział, że w trakcie karmienia nie mogę odpisywać na maila? A na spacerze omówić wszystkie ważne tematy przez telefon? Nie lubię mieć otwartych tematów, nie pozwalają mi się one skupić na codzienności, a ze względu na skandaliczny brak czasu pozwoliłam na przenikanie się spraw prywatnych z zawodowymi. Dopiero teraz czuję, że powoli wracam na odpowiednie tory

Nigdy nie doceniałam snu tak, jak w 2016 roku

No dobra od połowy roku, bo przecież do maja delektowałam się snem w każdym możliwym momencie doby. Choć zawsze gardziłam spaniem w dzień, tak teraz na samą myśl o drzemce popołudniowej… no coś wspaniałego! I chcę, abyś dobrze mnie zrozumiała, ja nie mam nieprzespanych nocy, ja nawet nie lubię drzemek w ciągu dnia, ale po maratonie z moim synem odcina mi prąd. Tak sobie myślę, że on zajechałby każdego, a matka nie cyborg czasem wyspać się musi

Skandalicznie mało przeczytanych książek

Aż wstyd się przyznać, ale w 2016 przeczytałam jedynie 3! książki. I nie zamierzam tutaj zwalać winy na wychowywanie dziecka, pracę i brak czasu, o nie! Czas miałam, ale wolałam wtedy poleżeć, napić się ciepłej kawy, posłuchać ciszy, pobyć ze sobą lub spędzić wolną chwilę z mężem. Wciąż pamiętam takie jedno letnie popołudnie, kiedy Jarek po pracy poszedł ze Szczepanem na spacer. Ta cisza, ta pyszna, ciepła kawa, mało jest rzeczy, które są w stanie dorównać temu wspomnieniu ;)

Stara przyjaźń nie rdzewieje

Kiedyś miałam przyjaciółkę, a nie jestem wylewna jeżeli chodzi o zaufanie i nazywanie w ten sposób ludzi. To była jedyna osoba, która wiedziała o mnie wszystko. Choć nasze drogi rozeszły się na 15 lat! To właśnie w 2016 roku znowu stałyśmy się sobie bliskie. I wiesz co w tym wszystkim było niesamowite, że kiedy rozmawiałyśmy po tych wszystkich latach, to nie było dziwnie, było tak, jak kiedyś. I teraz wiem, że już zawsze chcę ją mieć blisko siebie.

Dieta

A na koniec roku postanowiłam przetestować odżywianie zgodne z grupą krwi. Jeszcze bardziej ograniczyłam jedzenie mięsa, niestety nie wszystko jestem w stanie wyeliminować, a raczej nie chcę. Tutaj z pomocą przychodzi mi Dziennik obserwacji organizmu, który stworzyła Agnieszka, a ja bardzo go Wam polecam.

Tak, ten rok był zdecydowanie inny niż poprzednie. To był naprawdę dobry rok! A jak było u Ciebie?

Udostępnij: