marzec tu i teraz

Wiosna!
Czuć ją w powietrzu już od jakiegoś czasu, ale teraz stała się faktem. Coraz częściej moje poranki zaczynają się od wypicia szklaneczki wapna, aby choć odrobinę zastopować kichanie, nie spuchnąć i wyglądać w miarę dobrze, na wypadek wizyty listonosza czy kuriera. No bo jaki alergik pyłkowy wygląda dobrze o poranku? Jeśli taki to czyta, to niech podzieli się tipem.

A tymczasem ja Was zapraszam na moje marcowe tu i teraz :)

Słucham

No czego ja mogłabym aktualnie słuchać? Dzisiaj?

Czuję się

Szczęśliwa. Mam wspaniałego syna, super męża i wszystkich bliskich w komplecie, dwa pieszczochy na czterech łapach, fajną pracę, powolutku realizuję założone cele. Nie muszę się nigdzie spieszyć, nic mnie nie goni, żyję własnym tempem. Mogę jeszcze więcej czerpać z przeżywanej chwili.

Chciałabym

Pojechać nad morze, zjeść gofra z nieprzyzwoicie dużą ilością bitej śmietany i owoców. Nigdy nie mam wyrzutów sumienia nad taką zacną porcyjką, a wiecie dlaczego? Bo jem skandalicznie wolno takie rzeczy, że nim dojdę do połowy, bita śmietana się topi i spływa. A kiedy nie zdąży się stopić i spłynąć, to jest tylko jedna możliwa opcja – zawartość gofra ląduje na mnie… No więc może w te wakacje uda mi się zjeść takiego goferka w całości? Teraz sobie przypomniałam, że mam dziecko, które kocha zawartość mojego talerza, więc zdecydowanie wracam do punktu wyjścia :)

Potrzebuję

Zrobić porządek w szafach. Schować głęboko, na dno zimową odzież, buciki i wyciągnąć ramoneskę, bomberkę, płaszczyk wiosenny, balerinki, trampeczki, czółenka, sandałki (dobra, poniosło mnie). Moja szafa i tak świeci pustkami, kiedy po ciąży zrobiłam porządek w garderobie, to do dzisiaj nie mogę jej uzupełnić. Najpierw chudłam i nie wiedziałam na jakim rozmiarze się zatrzymam, później brak potrzeb zakupowych, a teraz? No cóż poradzę, że ląduję w kąciku dziecięcym i na potęgę kupuję ciuszki dla dziecka. To wszystko jest takie małe i urocze, ale kiedyś mi przejdzie, c’nie?

Pracuję nad

Blogiem. Niestety tych poprawek jest bardzo dużo, mąż czuwa nad tą stroną techniczną, nie wyobrażam sobie, że miałabym jeszcze to ogarnąć, więc nawet nie próbuję :) Jesteśmy dość ograniczeni czasowo, ale na spokojnie i głównie wieczorami dłubiemy.

Cieszę się

że w końcu mam dywan w salonie. Ostatni raz dywan w salonie miałam, kiedy mieszkałam z rodzicami. Kupiliśmy parę tygodni temu ze względu na raczkujące dziecko, które i tak spieprza z niego i najlepiej czuje się na kaflach… Ale nie o tym chciałam. Cieszę się, że ma mam dywan, bo przypomniałam sobie jak przyjemne jest leżenie na podłodze! Jak dobrze to robi na mój zmęczony kręgosłup. No i w końcu mogę tarzać się z psami po podłodze i nie jest mi zimno w tyłek.

Czytam

Kilka dni temu skończyłam czytać książkę “Naucz się żyć” Susan i Mats Billmark. Jest to pochwała bycia tu i teraz, mojej zasady, którą kieruję się od bardzo dawna. Ta książka powinna być wstępem do zmian, aby uczynić swoje życie lepszym. Wyciągnęłam z niej garść inspiracji, będę do niej wracać. Polecam każdemu, kogo uwiera aktualny punkt siedzenia.

Uczę się

Cierpliwości. Mam dobrego testera, który codziennie wystawia mnie na próby. Mój spokój mnie zaskakuje, dawniej wyrwałabym sobie wszystkie włosy, a dzisiaj nie ma nawet komentarza w mojej głowie. Ciekawam co będzie dalej, bo każdego dnia czuję się zaskakiwana przez mojego testera, czasem widzę jak mnie obserwuje i obmyśla nowy plan.

Oglądam

The Good Wife, zaczęłam ostatni sezon i niesamowicie mi źle z tym, że niedługo skończą się moje wieczorki z Alicią! Ciekawa jestem czy dogonię, a raczej przegonię Magdę ;) W weekend miałam ogromną ochotę obejrzeć film, najlepiej familijny. Ale wiecie, mam w domu sportowca, skoki, meczyki i te sprawy. Wieczorem mało pawia nie puściłam, kiedy zobaczyłam meczyk NBA! Przesyt, ileż można?! Litości! Przechwyciłam pilota, włączyłam jakiegoś polskiego gniota z 2016 roku, o pięknym tytule “Kochaj” – na filmwebie ocena 3,3. Obejrzałam go w całości i co z tego, że to był zły film? Miałam popcorn! Czułam się prawie jak w kinie.

Tęsknię za

No właśnie za kinem! Niby mogę zostawić Szczepana z rodzicami, albo teściami, ale nie czuję się gotowa. Nie zrozumcie mnie źle, zostawiałam już Sz., kiedy np. musiałam odwiedzić dentystę, ale nie było to czysto towarzyskie wyjście, tylko przymus. No więc nie czuję się gotowa, aby porzucać dziecko dla spełniania własnych  zachcianek. Bo jak kino, to wiadomo, że z mężem, bo z nim mi się najlepiej filmy ogląda.

Czekam na

Święta! Robię wtedy przerwę w moim detoksie cukrowym, będą grane ciasta, ciasteczka, babeczki i ja będę je jeść. A tak serio, to najbardziej nie mogę doczekać się brownie bezglutenowego, które jest moim faworytem! Kiedy dopracuję przepis będzie na blogu :)

Taki mamy marzec, a jak wygląda Wasz? :)

Zapraszam Cię do polubienia mojego profilu na Bloglovin oraz na Facebooku
Możesz mnie również obserwować na Instagramie

Udostępnij: