Macierzyństwo. Oczekiwania vs. rzeczywistość... Podsumowanie pięciu miesięcy bycia mamą

No i stało się 18 maja dołączył do nas długo wyczekiwany, najmłodszy członek naszego zespołu, prawie 4 kilogramy i 60 cm chłopa, a na imię mu daliśmy Szczepan. I melduję, że można się nie zorientować kiedy zacznie się poród… Ale nie o tym dzisiaj :)

Właśnie minęło pięć miesięcy mojego macierzyństwa, jest to na tyle dużo, abym miała już pierwsze przemyślenia i na tyle mało, aby się za chwile okazało jak jeszcze niewiele wiem na ten temat.

Macierzyństwo. Oczekiwania vs. rzeczywistość... Podsumowanie pięciu miesięcy bycia mamą

Oczekiwań nie miałam zbyt wygórowanych, ot jedynie to, że dzidzior będzie spał, budził się na papu i dalej spał. Generalnie jego życie będzie składać się głównie ze snu. A kiedy już nie będzie spał, to będzie podziwiał świat z pozycji leżącej. Będziemy chodzić na długie spacery, będę go wozić w wózeczku, który jest taki piękny i na pewno baaardzo wygodny. Z tych czarnych scenariuszy, dopuszczałam myśli o kolkach i nieprzespanych nocach. Otóż część pierwsza nie sprawdziła się w najmniejszym procencie, mój syn gardzi snem, wózkiem i smoczkiem, na szczęście kolek i nieprzespanych nocy również nie doświadczyliśmy.
Wątek poboczny. Robiłam w gacie na samą myśl o tym, że będę musiała dziecko podnieść z pozycji leżącej, z racji chaty dwupoziomowej będę musiała z nim chodzić po schodach kilka razy dziennie, o przewijaniu takiego naleśniczka nie wspominając, jeszcze weź tu takiego malucha ubierz. Kąpiel, karmienie, kupki, pieluchy na samą myśl robiło mi się słabo, chyba dlatego Sz nie spieszył się ze swoim przybyciem. Było we mnie tyle strachu i wątpliwości…

„Teraz to się dopiero zacznie” – mówili, tylko nikt nie tłumaczył co się właściwie zacznie, a na moje pytania odpowiadano “Zobaczysz”, ciocia dobra rada jak zawsze w punkt.

No dobra, więc co się tak naprawdę działo przez pięć miesięcy, jak bardzo zderzyłam się z rzeczywistością, ano trochę się zderzyłam. I nie bardzo skłamię, że spory w tym udział miały wszystkie te dobre rady, które – tak, nadal tak uważam – można sobie w dupę wsadzić.

Moja mama ciągle mi mówiła “urodzisz i będziesz wiedziała co robić, słuchaj siebie i swojego instynktu”, wtedy to było dla mnie takie mgliste, jednak z każdym kolejnym dniem coraz lepiej to rozumiem. Potrzebowaliśmy czasu, aby się poznać, nadal się poznajemy, przecież moje dziecko nieustannie się rozwija. To co było wczoraj jest już nieaktualne, dzisiaj jest nowy dzień, nowe potrzeby i umiejętności.

Macierzyństwo. Oczekiwania vs. rzeczywistość... Podsumowanie pięciu miesięcy bycia mamą

Szczepan. Początek i baby blues

Byłam na takiej adrenalinie, że nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Rany jaki on piękny, jakie ślady porodu? Jakie czerwone plamy? Jaki trądzik niemowlęcy? Przecież on jest doskonały!
W szpitalu wszystko było łatwe, dziecko zapłakało, przybiegała położna, a mi kazali tylko leżeć i odpoczywać. Teraz sobie myślę, że wtedy tego nie doceniłam :)

W domu zeszły ze mnie wszystkie emocje i poczułam się jak balonik, z którego spuszczono powietrze. Dopadło mnie baby blues, o które siebie w ogóle nie podejrzewałam, za dużo we mnie pozytywnej energii, abym się temu poddała – myślałam. No niestety… W pierwszym tygodniu nie mogłam samodzielnie karmić, najpierw brak pokarmu, później podwyższona bilirubina = dokarmianie, butla = odrzucenie piersi, bo szybciej, bo łatwiej. Ciągłe pytania: Przystawiasz? Będziesz przystawiać? Ale złapał? Już je? Czemu on nie chce jeść? Czemu płacze? Każde karmienie było dla mnie ogromną dawką stresu, że znowu nie będzie chciał jeść, będzie ryk. Czułam się taka bezradna.

Macierzyństwo. Oczekiwania vs. rzeczywistość... Podsumowanie pięciu miesięcy bycia mamą

Mam apel do wszystkich młodych mam, które spotkają się z podobnym problemem:

Wywalcie z pokoju wszystkich pomocników łącznie z Waszymi chłopami, mamami, teściowymi i na spokojnie, powolutku, cierpliwie przystawiajcie dziecko do piersi. Bądźcie z nim sam na sam, to Wasza chwila. Unikniecie stresu, może nie uda się za pierwszym razem, może nie za drugim, ale w końcu zaskoczy i będziesz mogła zacząć cieszyć się… bólem sutków ;)

Kolejnym problem, który się pojawił to ból pleców. Po porodzie środek ciężkości się przeniósł, wróciłam do dawnej postawy (czytaj: znowu zaczęłam się garbić) i plecy tego nie wytrzymały. Bolały do tego stopnia, że miałam trudności w złapaniu oddechu. Nie byłam w stanie podnosić swojego dziecka, nosić go za długo na rękach. Na każde karmienie, ktoś musiał mi go podawać i zabierać… Roznosił mnie żal, że nie potrafię zająć się swoim dzieckiem, kiedy płacze to nie ja go biorę na ręce, aby utulić. Jednocześnie jestem ogromnie wdzięczna mamie i mężowi za to, że mi pomagali. Ból z każdym dniem malał, a po miesiącu nie było już po nim śladu.

Macierzyństwo. Oczekiwania vs. rzeczywistość... Podsumowanie pięciu miesięcy bycia mamą

Nie rób tak, bo się przyzwyczai

Jedna z moich ulubionych rad. Kiedy nie możesz podnosić swojego dziecka, nie możesz go nosić na rękach w pierwszych chwilach jego życia, nie możesz go karmić, nie masz jak budować Waszej więzi. I tak, kiedy dawałam mu butlę, którą wypijał w zastraszająco szybkim tempie, a następnie przytulał się do mnie i zasypiał, to był jedyny wspólny czas, nasz czas. I tak, nie pozwalałam go sobie zabierać, nie pozwalałam go odkładać do łóżeczka, ani wózeczka. Potrzebowałam go przytulać i on też tego potrzebował. I nie, nie myślałam wtedy o odpoczynku, bo odpoczywałam mogąc go do siebie przytulać, patrząc jak śpi i czuje się bezpiecznie.

Na dobre rady nie musiałam długo czekać, nie rób tak bo się przyzwyczai i będziesz miała problem, ale sobie Ciebie wychowuje. Nawet nie potrafię policzyć ile razy to usłyszałam i to od jednej osoby ;)Dzisiaj Szczepan skończył pięć miesięcy, potrafi sam zasypiać w łóżeczku, lubi sam leżeć na łóżku i  gadać do swoich zabawek. Uwielbia poznawać świat, chce, żeby mu go pokazywać. Ma pięć miesięcy i pięknie przespane noce. Na żądanie jest karmiony i przytulany, nie zamierzam skąpić mu miłości, ani skazywać na płacz w samotności, bo chcę aby leżał plackiem w łóżeczku, czy zasypiał w samotności. Jestem przy nim gdy tylko tego potrzebuje. Każdego dnia po karmieniu prowadzimy długie rozmowy o… życiu ;)

Macierzyństwo. Oczekiwania vs. rzeczywistość... Podsumowanie pięciu miesięcy bycia mamą

Opiekujesz się dzieckiem, czyli nic nie robisz…

Zabijcie mnie, ale nie powiem Wam skąd taka myśl w mojej głowie, że to do kobiety należy opieka nad dzieckiem w dzień i w nocy. Całą dobę czuwasz nad maleństwem, karmisz, przebierasz, zmieniasz pieluchy, nie wysypiasz się, zaniedbujesz siebie i swoje potrzeby, a do tego masz wrażenie, że wymaga się od Ciebie więcej i więcej. Jest takie archaiczne przekonanie o tym, że skoro kobieta jest w domu z dzieckiem to nic nie robi. I nie tylko mężczyźni myślą w ten sposób. Nie będę ściemniać, że mi przez głowę nie przemknęła taka refleksja – teraz to się zacznie, życie jak w Madrycie. Nakarmię brzdąca, położę spać i będę miała tyyyyle czasu dla siebie, nie brałam nawet pod uwagę faktu, że owy brzdąc podzieli mój pogląd, że szkoda życia na sen w dzień…

Przez pierwsze tygodnie żyłam z takim przekonaniem, że to ja MUSZĘ się nim zajmować dzień i noc. J musi się wyspać do pracy więc to ja muszę czuwać. Aż w końcu postanowiłam uruchomić swój mózg, a wtedy… hola hola moja panno! Spójrz w lustro, nigdy przedtem nie miałaś takich worków pod oczami, też potrzebujesz snu, regeneracji i sił. No więc znajdźmy złoty środek, ja karmię, ale to Tobie lepiej wychodzi usypianie dziecka. Ja zajmuję się nim w dzień, a Ty przejmujesz go, kiedy wracasz z pracy, oprócz opieki nad dzieckiem jest przecież tyle obowiązków domowych, które trzeba ogarnąć. Podzieliliśmy się po równo, dzięki temu lepiej wychodzi nam organizacja w ciągu dnia.

Drodzy tatusiowie, same sobie nie zmajstrowałyśmy naszych pociech, macie względem nich takie same prawa jak i obowiązki. Dajcie swoim kobietom trochę czasu dla siebie, którego mają tak mało, a którego tak bardzo potrzebują. Niech chociaż tę kawę wypiją w spokoju.

macierzyństwo. oczekiwania vs. rzeczywistość.

No więc jakie były ostatnie miesiące?

Najlepsze w moim życiu, mimo wszystkich gorszych chwil, zmęczenia, nie zmieniłabym nic. I choć czasem czuję się trolowana przez mojego syna, to kocham go bezgranicznie. Uwielbiam nasze wspólne chwile, nasze przyzwyczajenia, rozmowy, zabawy, spacery. Teraz wszystko jest takie nieprzewidywalne, nowy Król, nowe porządki :) Początek nie był łatwy, musieliśmy się nauczyć siebie nawzajem, coraz lepiej nam to wychodzi. A ja jestem żywym przykładem, że osoba bez instynktu macierzyńskiego może zostać mamą. Wszystko przychodzi z czasem, nie potrafiłam gadać do brzucha, za to teraz nawijam do gościa jak szalona, śpiewam piosenki i stałam się mistrzynią improwizacji. Nie czytałam, nie czytam i nie będę czytać książek o wychowywaniu dzieci, ani żadnych innych poradników eksperckich. Słucham siebie i swojego dziecka, uczę się na swoich błędach i mam nadzieję, że będę fajną mamą. I bardzo, ale to bardzo nie lubię, kiedy ktoś się wtrąca w sposób, w jaki wychowuję mojego syna. Niech każdy zajmie się sobą i da innym działać po swojemu.

Aktualnie jesteśmy na etapie, kiedy Szczepan tęskni za mamą, a ja bardzo nie lubię się z nim rozstawać. I uwielbiam ten okrzyk radości, który syn wydaje z siebie na mój widok. Do taty się uśmiecha, kiedy ten wraca z pracy, ale jak mnie nie widzi dłużej niż pół godziny robi się marudny, a kiedy w końcu mnie zobaczy to z radości aż mu tchu brakuje. Wystawia rączki, kiedy chce, abym wzięła go na ręce i przytula się z całych sił. Uczucie nie do opisania słowami.

A co z instynktem, którego od zawsze mi brakowało. Pojawił się, ale dopiero po wyjściu ze szpitala, kiedy opadła adrenalina i w końcu dotarło do mnie, że Szczepan jest już z nami. Życie we troje, a w zasadzie w pięcioro, wygląda zupełnie inaczej, nie można tego porównać z niczym. Jest inaczej, wszystko jest nadal dla nas takie nowe. I jestem tym typem matki, która w swoim telefonie ma przepełnioną pamięć zdjęciami swojego dziecka, nic na to nie poradzę, mam ogromną potrzebę zapisać każdą chwilę. Już słyszę te głosy „Przejdzie ci” ;)

A teraz Kochani idę pobawić się ze Szczepanem w obcinanie paznokci, a będziemy przy tym śpiewać “idziemy na jednego, idziemy wódkę pić”… nie pytajcie ;)

Zapraszam Cię do polubienia mojego profilu na Bloglovin oraz na Facebooku
Możesz mnie również obserwować na Instagramie

Udostępnij: