kwiecień: tu i teraz

Kwiecień jest dla mnie tak intensywny, że o mały włos zapomniałabym o cyklu tu i teraz. Patrzę na kalendarz i nie mogę uwierzyć, że już się kończy, a ja zastanawiam się ale kiedy? Jak? I czemu tak szybko? Pogoda za oknem nie ma nic wspólnego z piękną, ciepłą i zieloną wiosną, ach trudno, są inne powody do radości. Staram się we wszystkim widzieć dobre strony, choć nie ze wszystkim, co mnie ostatnio spotyka, umiem się pogodzić, ale zaciskam zęby i napieram do przodu. W końcu wyjdzie słońce i będzie pięknie, a największy powód do radości w kwietniu skończył 11 miesięcy.

Słucham


The Knife “Pass This On” od kilku lat niezmiennie lubię ten kawałek i zupełnie nie wiem czemu tak dobrze mi się ostatnio z nim spędza czas. Potrafię się przy nim wyciszyć, a przy intensywności jaka ostatnio mi towarzyszy, jest mi to potrzebne jak tlen.

Czuję się

Zmęczona ciągłą próbą rozciągnięcia doby. Zirytowana tym, że nie udaje mi się realizować wszystkich swoich założeń. Jednocześnie zaskoczona, że mam w sobie tyle energii każdego dnia, aby działać i nie poddawać się.

Chciałabym

Aby za oknem znowu wyszło słońce. Tyle czekałam na tę wiosnę, a ona robi mi takiego psikusa, oj nieładnie! Mogłabym doszukać się plusów tego ciągłego deszczu, jak np. fakt, że alergia odrobinę odpuszcza w takie dni. Jednak… po dłuższym zastanowieniu się, wolę słoneczko.

Potrzebuję

Zakończyć projekt zęby. W lutym ściągnęli mi aparat, a ja naiwnie wierzyłam, że moja przygoda potrwa maksymalnie do marca… Jest prawie maj, a ja dalej bujam się do dentysty. I wcale nie chodzi o jakieś ubytki, czy bardzo popsute zęby, nic z tych rzeczy. Napiszę o tym więcej w podsumowaniu leczenia ortodontycznego.

Pracuję nad

Formą. Rzuciłam sobie wyzwanie “aktywny kwiecień” i nie opuściłam ani jednego dnia treningu. Bywało ciężko, bywały chwile, żeby choć jeden dzień odpuścić, nie dałam się leniowi i cisnę dalej. Weszłam już w tryb robienia, a nie rozmyślania o tym :) Czuję się dobrze, efekty po jednym miesiącu są bardzo widoczne i z pewnością o tym jeszcze będę pisać. Polecam takie wyzwanie każdemu, samopoczucie niesamowite i nie chodzi mi o endorfiny tylko o sam fakt obserwacji jak się zmienia ciało. A ja zamierzam przeciągnąć to wyzwanie na maj.

Cieszę się

I jestem bardzo wdzięczna za możliwość spędzenia kilku chwil sama ze sobą, ze swoimi myślami, przy muzyce, robiąc dokładnie to na co mam ochotę. Zazwyczaj ten czas przeznaczam na pracę, ciesząc się niemożebnie, kiedy zasiadam do swoich tematów z wypoczętą głową. Popylam wtedy jak mały motorek.

Uczę się

Odpuszczać. I jest mi to potrzebne, aby nie czuć tego zirytowania, o którym pisałam wyżej. Bywam zosią samosią, za dużo na siebie biorę wierząc, że podołam, bo ja wszystko zrobię najlepiej. Nie jest łatwo, ale staram się, aby nie przerabiać w głowie po tysiąc razy co mogłam zrobić lepiej. Rozumiem, że moje życie się zmieniło, a ja jestem pogodzona z ograniczeniami jakie teraz w nim panują. I tak sobie myślę, że takie zmiany są mi potrzebne, aby móc iść dalej.

Oglądam

Dolinę Krzemową, która doskonale odzwierciedla moje poczucie humoru i doskonale wiem, że nie każdy je akceptuje, ale co tam! Właśnie wyszedł najnowszy sezon, love, love, big love <3 Ach no i oczywiście nowe Fargo, akcja rozgrywa się współcześnie, ale klimat został zachowany. Mam sporo zaległości i bardzo dużo seriali zakolejkowanych, trochę utknęłam na The Good Wife i trochę mi tęskno za Alicia ;) Wiem, że wyszła kontynuacja The Good Fight, ktoś widział? Dobre to to?

Tęsknię za

Ale numer! Już dawno nie czułam braku tęsknoty. Mam wszystko, czuję się spełniona, spokojna i dobrze mi tak jak jest.

Czekam na

Wieczorny trening. Dzisiaj będzie brzuch i wzmocnienie ramion.

Zapraszam Cię do polubienia mojego profilu na Bloglovin oraz na Facebooku
Możesz mnie również obserwować na Instagramie

Udostępnij: