gdzie byłam kiedy mnie nie było

Przez ostatni rok zaczynałam więcej razy, niż w ciągu ostatnich 10 lat. Blog był w fazie zawieszenia, przerwę od pisania tłumaczyłam brakiem czasu. A z tym akurat bywało różnie, kiedy już miałam wolną chwilę wolałam ją przeznaczyć na sen i biada temu, kto próbował mi zakłócić ten błogi stan. Nie rozumiem, jak ja kiedyś mogłam nie lubić drzemek w ciągu dnia, przecież to jest coś wspaniałego i co z tego, że nie zawsze budziłam się zregenerowana, ba, często budziłam się po prostu zła. Spanie to moje nowe hobby, mogę o nim napisać pracę doktorską, jednak ja nie o tym dzisiaj. Dzisiaj, chcę Wam opowiedzieć, gdzie byłam, kiedy mnie nie było.

Byłam mamą

Aktualnie najważniejsza funkcja w moim życiu, której nieustannie się uczę, codziennie czegoś nowego. Szczepan za kilka dni skończy 2 lata a ja ciągle zadaję sobie jedno i to samo pytanie “kiedy to zleciało?”. Przechodziliśmy przez różne etapy i ja codziennie mówię “teraz jest już łatwiej”. Bywało ciężko, ale ja nie z tych, co się skarżą i narzekają. Choć czasem bywam skrajnie zmęczona, to idę dzielnie do przodu, zaciskam pięści bo wiem, że jutro będzie lepiej. Jednak chyba nie chce, aby to jutro nadeszło za szybko, bo boję się, że nie wszystko wykorzystam tak, jakbym chciała. Ciągle się siebie uczymy, codziennie odkrywam, że można kochać jeszcze mocniej oraz to, jak bardzo można się wstydzić za syna, który popchnął dwa lata starszego kolegę, bo ten zabrał mu zabawkę. Każdego dnia odkrywam coś nowego, każdy dzień jest przyjemnym wyzwaniem i co z tego, że czasem widzę podwójnie, wyglądam jak kupa i zasypiam na stojąco? Uśmiech tego małego czorta sprawia, że wybaczę mu wszystko, no prawie wszystko, zeżarcie ostatniej kostki czekolady milki ze słonym karmelem, masłem orzechowym i orzechami… tego mogę nie przebaczyć ;)

Szczepan poszedł do żłobka

Cóż to było za przeżycie, a jakie emocje, do dzisiaj pamiętam to wewnętrzne rozdarcie. To była jedna z trudniejszych decyzji. Nadal tęsknię za tym naszym czasem, rutyną, naszą codziennością. I choć mam wrażenie, że teraz trochę rzeczy mnie omija, to i tak uważam to za dobrą decyzję, rozwojowo bardzo korzystna zmiana. Byłam dzielna, tylko raz się rozryczałam w samochodzie, kiedy zabrali mi Sz, a on tak bardzo chciał zostać ze mną. Dzisiaj mamy jasny układ, hasbend odwozi Szczepana do żłobka, a ja go odbieram.

Wróciłam na etat

No i to była bardzo duża zmiana w moim życiu i główny powód, że blog znalazł się w punkcie zawieszenia. Nauczyłam się wstawać bardzo wcześnie, a w zasadzie w środku nocy i to z własnego wyboru. Codziennie budzę się, a raczej staram się bo różnie z tym bywa, o 5:30. Podjęliśmy taką decyzję, że Jarek będzie odwoził Szczepana do żłobka, a ja będę go odbierać. Nie chciałam, żeby Sz spędzał calutki dzień bez nas. Zdarza mi się zaspać i wtedy wszystko się przesuwa, nie lubię tego, bo wprowadza to chaos do mojego dnia. Już kiedyś pisałam, że organizacja jest ważna i bardzo nam ona ułatwia życie → polecam Mrs. Lifestyle!
Powrót na etat był ciężki, ale był mi potrzebny. Praca to czas dla mnie, wtedy odpoczywam, ale o tym napiszę osobny post.

Problemy zdrowotne Stefanka

Niestety jeden z moich psów, rudy, pokręcony ma zaćmę genetyczną, której nie da się wyleczyć, ani zoperować. Niestety zaćma jest w obu oczach, jedno ma już zamglone. Dzisiaj rozumiemy jego problemu z tym, że nie widział co się dzieje z boku, miał problem z rozpoznaniem swojego człowieka np. kiedy zbliżałam się do niego, to on nie wiedział czy ja to ja, czy ja to drzewo. Zrozumieliśmy jego problemy z aportowaniem, którego nigdy się nie nauczył, on po prostu nie widział piłki. Teraz już wiem dlaczego tak ciężko przyswajał naukę komend – nie widział gestów, które wykonywałam poza zasięgiem jego wzroku. Kiedy usłyszałam diagnozę wyłam całą drogę do domu. Zaćma postępuje i na ten moment możemy jedynie suplementować go, aby przedłużyć sprawność oka.

Wychodzenie ze strefy komfortu

Tego chyba było najwięcej w ostatnim czasie. Konferencje blogerskie, choć nie byłam na nich sama, znałam całkiem sporo osób, to udział w nich zawsze budzi we mnie niepokój, myślę że tu przemawia przeze mnie moja introwertyczna natura. Choć muszę przyznać, że udział w Blog Conference Poznań było fajnym doświadczeniem, spędziłam kilka dni w towarzystwie Olgi i Agnieszki. Mogłam poznać dziewczyny z nieinternetowej, bardziej prywatnej strony, totalnie moje człowieki <3

Powrót na etat. Ciężko mi się wchodzi w nowe relacje, potrzebuję czasu, aby poczuć się swobodnie, poznać ludzi, a przede wszystkim dać siebie poznać. Bywam charakterna, pyskata i mam cięte poczucie humoru, nie każdy to akceptuje. Zajęło mi kilka miesięcy, kiedy poczułam się naprawdę dobrze w nowym środowisku.

Firma, w której pracuję ma zasięg międzynarodowy, a więc jest w niej dużo obcokrajowców, a więc musiałam odkurzyć język angielski. Na początku wstydziłam się mówić, przez miesiąc nie poszłam sama do kuchni, a przy komputerze sprawiałam wrażenie bardzo zajętej, żeby przypadkiem ktoś nie próbował do mnie zagadać. Obciach co? Tutaj dochodził jeszcze element narodowości tychże osób, Hindusi, Turcy, Brazylijczycy, to są naprawdę ciężkie akcenty. Chwilę mi zajęło osłuchanie się i przełamanie, dzisiaj uważam to za jeden z większych sukcesów.

Kilkudniowe wyjazdy bez mojej rodzinki są dla mnie stresujące, po jednym dniu zaczynam tęsknić, a moje myśli są zupełnie w innym miejscu. A to oznacza, że przestaję się relaksować i oddawać chwili przyjemności, kiedy nikt nic ode mnie nie chce, a ja mogę się wyspać. Jestem domatorem, najlepiej i najbezpieczniej czuję się w swoim mieszkaniu, ciężko mnie gdzieś wyciągnąć, o czym najlepiej wie mój hasbend.

W ciągu tego roku wydarzyło się naprawdę sporo, testowałam swój charakter, musiałam walczyć ze swoimi lękami, dzięki czemu poznałam siebie jeszcze lepiej. Tylko ten czas, który za nic nie chce zwolnić, a gdyby tak doba miała kilka godzin więcej… Rozwiązałoby to większość moich problemów.

Cześć z powrotem! :)

Zapraszam Cię do polubienia mojego profilu na Bloglovin oraz na Facebooku
Możesz mnie również obserwować na Instagramie

Udostępnij: