4 rzeczy, które mnie odstraszają na wsi

Od kilku lat mieszkamy pod Wrocławiem, nie jest to typowa wieś z kurami i świnkami, jest tu sporo osiedli i domów. Lubię tu mieszkać jest zielono, spokojnie, ptaszki śpiewają, z reguły panuje tu cisza, więcej pozytywnych aspektów mieszkania na wsi przeczytacie o TUTAJ. Wieczory spędzane wiosną i latem na balkonie mają niepowtarzalny urok. Kiedy zdecydowaliśmy się na zakup mieszkania w tej okolicy nikt z moich bliskich nie chciał uwierzyć, że mieszczuch z krwi i kości odnajdzie się na wsi. Najpierw było podjaranie, potem niepewność, aż w końcu radość. Na początku brakowało mi gwaru miasta, świadomości, że wszędzie mam blisko i dotrę w dane miejsce na nogach, o sklepach osiedlowych nie wspominając.

Odnajdując swoje miejsce na świecie nie uwzględniłam kilku aspektów, które na samą myśl przyprawiają mnie o gęsią skórkę. Ale, ale można nauczyć się z nimi żyć, czasem tylko pot wychodzi na czoło, a nogi uginają się w kolanach. No nie można mieć wszystkiego, ale walczę ze sobą i jest lepiej, a będzie doskonale, kiedyś…

4 rzeczy, które mnie odstraszają na wsi

Jazda na rowerze

Nic mnie tak nie stresuje jak to, kiedy jadę na rowerze i mija mnie ciężarówka, tir, albo autobus, chociaż aut osobowych też się boję, nawet kiedy jest to czinkłeczento! W takich chwilach niemal zamykam oczy, szyję wciskam w ramiona i modlę się, aby mnie nie zahaczył. Niestety o ścieżkach rowerowych możemy tutaj pomarzyć, o równej drodze również i o mniejszym ruchu także. Jeżdżenie na rowerze zminimalizowałam więc do zera, nie byłam w stanie znieść tego stresu. Muszę przyznać, że widoki tutaj mamy bardzo malownicze, zwłaszcza wiosną i latem, przejażdżka na rowerze mogłaby być bardzo odprężająca, gdyby nie było słychać zbliżającego się auta.

4 rzeczy, które mnie odstraszają na wsi

Wyciąć wszystko w pień

Ten punkt związany jest z alergią. Pomyślisz w mieście również są alergicy, jednak będąc bliżej natury, mając dookoła tyle trawy, drzew, krzewów, które zaczynają pylić, zamiast cieszyć się ich widokiem mam ochotę wszystko wyciąć. Kiedy mieszkałam w mieście najgorzej znosiłam czas, kiedy pyliły trawy, wiązało się to z niekończącym kichaniem i potokiem z nosa. Na wsi moja alergia daje o sobie znać od początku wiosny, a w maju i czerwcu nie ruszam się z domu bez okularów przeciwsłonecznych, często niestety atak alergii kończy się dla mnie infekcją górnych dróg oddechowych. Być blisko z naturą to również opryski na polach, które również podrażniają i uczulają. No jest to duży minus letnich miesięcy i niestety mam wrażenie, że z roku na rok jest coraz gorzej… Dzisiaj, kiedy prowadziłam auto, musiałam zatrzymać się na poboczu, gdyż nie mogłam przestać kichać. W takich chwilach mam ochotę zrównać wszystko z ziemią.

4 rzeczy, które mnie odstraszają na wsi

Coś przy uchu bzyczy, coś po mnie chodzi

Do wyboru do koloru, pająki przeróżnych wielkości, mrówki, latające mrówki, kleszcze, muchy, osy, pszczoły, bąki, chrabąszcze, szerszenie. Najbardziej boję się tych latających, które mają żądła, paraliżuje mnie, kiedy słyszę to buczenie. Nie potrafię nad sobą zapanować zazwyczaj wykonuję dziwne ruchy rękami, kulę się, krzyczę, piszczę, najgorzej kiedy okazuje się to tylko mucha, mówię Ci – wstyd na dzielni jak cholera. Nie wiem czy już o tym wspominałam, ale kiedyś uciekając przed wielkim bąkiem wywróciłam się. Pozdzierałam kolana i łokcie, ciągle mam nadzieję, że nikt tego nie widział, bo jak o tym pomyślę to się wstydzę. A w tamtym roku, kiedy trzymałam na rękach Szczepana, usiadł mi na ramieniu ogromny bąk :| Jedno z gorszych uczuć w życiu.

Przynajmniej raz w roku wpada nam do chaty szerszeń, nawet nie chcę myśleć co by się stało jakby zaatakował Szczepana, na samą myśl mam ciary. Nie ma bata, w tym roku zamawiam moskitierę, zawsze tego dziada odkrywam przypadkiem np. przy podnoszeniu rolety, no mówię Ci – takie bydle! Ostatnio siedziałam przy biurku i usłyszałam to charakterystyczne buczenie przy otwartym oknie, co robi normalnie myśląca osoba w takiej sytuacji? Zamyka okno! Co robię ja? Wieję jak najszybciej z krzykiem i zamykam za sobą drzwi <wstydniś>

Do kleszczy już się trochę przyzwyczaiłam, ale nie w pozytywnym sensie, jednak po spacerze z psami muszę je dokładnie oglądać. Najlepiej widać te wstrętne dziady, kiedy łażą po Blanciku, mimo obroży zawsze ze spaceru wraca z minimum dwoma kleszczami na sierści. Taki urok wysokiej trawy i jego zamiłowania do włażenia w największe zarośla. Ostatnio zabiłam dziada na placu zabaw, siedział na wiaderku.

4 rzeczy, które mnie odstraszają na wsi

Dzika zwierzyna

I bynajmniej nie chodzi mi tu o wiewiórkę czy kotka :) Mamy tu sarny, liski chytruski, borsuki, kuny, myszy, a nawet można spotkać dzika. Spotkanie z dziką zwierzyną bywa stresujące. Kiedyś biegłam wzdłuż pola kukurydzy, nagłe usłyszałam dziwne dźwięki, jakby coś dzikiego w tym polu szalało. Dostałam takiego przyspieszenie, że chyba zrobiłam życiówkę na przebiegnięty kilometr. Zdarzyło mi się też dzika pomylić z psem, a dokładniej z owczarkiem niemieckim, tak właśnie widzę rzeczywistość, kiedy nie ubiorę okularów korekcyjnych.

Kiedyś biegaliśmy z psami, musieliśmy mieć oczy dookoła głowy, bowiem Blancik miewał ochotę upolować sarnę. Teraz pojawiły się u nas borsuki, no więc w głąb naszej dziczy zapuszczamy się dość ostrożnie, zwłaszcza ze Stefankiem, jego mógłby nawet kot upolować ;)

Mały kontakt z naturą spowodował, że wyrosło ze mnie lękliwe dziewczę. Jako dziecko wychowujące się w mieście bałam się wszystkiego co mogło mnie spotkać na wsi, za dużej trawy, kleszczy, latających owadów, czyhających na mnie dzikich zwierząt, choć tych udomowionych czy ustajnionych nie bałam się wcale mniej. A może to przez fakt, że niemało przeszłam ze zwierzętami, częstując psa ziemniaczkiem pazernie złapał mi całą rączkę, gąsior poszczypał mnie w pupę, kura podziobała paluszki, nawet maciora mnie pogoniła.

Ciekawa jestem Waszych wstydliwych lęków związanych z Waszym miejscem zamieszkania :)

Zapraszam Cię do polubienia mojego profilu na Bloglovin oraz na Facebooku
Możesz mnie również obserwować na Instagramie

Udostępnij: